ul. Parkingowa 18a
05-462 Wiązowna
022 780 41 96
umikulskich@gmail.com
FB

 

Czasem światło w nas bliskie jest wygaśnięcia, lecz rozpala się na nowo dzięki przeżyciu wywołanemu przez jakiegoś innego człowieka.

Powinniśmy z głęboką wdzięcznością pamiętać o tych, którzy wzniecili w nas płomienie.

                                                                                                   

                                                                                                                                                                                                                                                                                      Albert Schweitzer

 

 

 

Dziedziczka świeżego powietrza

 

 

       Pani Zofia Pilecka-Optułowicz pojawiła się nieoczekiwanie. Przejęta ostatnimi przygotowaniami, rozemocjonowana napływającą falą gości, nie przygotowałam się na powitanie najważniejszej osoby. Nagle stanęła przede mną przepiękna szlachetnością kobieta. Ubrana szykownie, niewysoka, szczuplutka. Z uśmiechem tak szczerym, że od razu wiedziałam, że to musi być Ona. Ukochana córka Rotmistrza Pileckiego.

Przysiadłyśmy na chwilę. Na stole czekało kilkanaście książek do podpisania. Wiedziałam, że potem może być bardzo zmęczona. Zanim wprowadziłam panią Zofię do sali wypełnionej po brzegi, opowiedziałam zgromadzonym o projekcie nazwania ulicy na terenie gminy Wiązowna imieniem Rotmistrza Witolda Pileckiego. Wspomniałam o jej jubileuszu. Zapytałam, czy mają w domu testament Rotmistrza. Widząc niepewność w oczach, przeczytałam fragment książki Tomasza a Kempis, zaczynający się od słów: „Kimże ty jesteś, że drżysz przed człowiekiem śmiertelnym. Dziś jest, a jutro już go nie ma. Boga się bój, a nie ulękniesz się ludzkich pogróżek”.

            Na widok pani Zofii stojący pod ścianą kibice, o których tak ciepło będzie potem mówić, zaintonowali „Sto lat”. Moment podprowadzania pani Zofii ma miejsce, gdzie czekali między innymi Tadek Polkowski, autor piosenki o Rotmistrzu Czemu mnie o tobie w szkole nie uczyli, Roman Barszcz, przyjaciel Pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, współautor Przesłania od chłopców z AK, Maciej Krzysztof Dąbrowski, poeta, autor wiersza zatytułowanego Pilecki. Rotmistrz, napisanego z potrzeby serca na dzień spotkania z panią Zofią i deklamowanego specjalnie dla niej, przeżywałam szczególnie. Kiedy tak szłam przed nią, nie mogłam wprost uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że będę składać hołd Ince w dniu odsłaniania jej pomnika w Krakowie, że nadam bieg sprawie posadowienia pomnika Pułkownika Kuklińskiego w Wiązownie, że będę rozmawiać z córką Rotmistrza, najprawdziwszym świadkiem„świętości patriotyzmu”, powiedziałabym: niemożliwe.

               Panią Zofię witano na stojąco, śpiewając donośnie. Oklaski długo nie milkły. Ze wzruszeniem przyjęła kosz białych storczyków i kalii, dowód uczuć gości Zajazdu u Mikulskich w Wiązownie. I z zawadiackim uśmiechem zapytała: „Dlaczego tak krótko?”.

Wśród nas znalazła się niezwykle skromna osoba. Już po spotkaniu powiedziała w wywiadzie: „Chciałabym być szarą myszką”. Tadeusz Płużański zripostował natychmiast z uroczym uśmiechem: „Ale jest pani córką bohatera narodowego. I nie ma zmiłuj”.

               Oczy pani Zofii są zielone. I lśnią blaskiem, kiedy mówi o swoim ojcu, Rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Nie skarży się nigdy na swój los. Nie opowiada o własnych kłopotach ani o problemach dzieci i wnuków, choć wie, że każde z nich ma odciśnięty stempel. Po chwili namysłu doda: „Wyjątkowy”.

Pani Zofia wspominała czasy, kiedy tata, sadzając ją na ulubionego konia, Bajkę, nazywał ją „swoją małą generałką”. Żałowała, że nie przywiozła egzemplarza poematu o Sukurczach pióra jej ojca. Z okresu dzieciństwa zachowały się w jej domowych zbiorach obrazki krasnoludków, które przesłał jej z Oświęcimia. Pamięta płótna, jakie malował. Dwa z nich można obejrzeć w kościele w miejscowości Krupie na Białorusi.

Dzięki dociekliwości ludzi z pasją, czcicieli pamięci Rotmistrza, odnaleziono żyjących tam jeszcze ludzi, którzy pamiętają rodzinę Pileckich. Młodziutką Marię Pilecką, żonę, która w skromnej izbie śpiewała z innymi kolędy. To w rodzinnym gnieździe usłyszała mała Zosia słowa ojca świadczące o jego wrażliwości. Powtarzał, że „to, co żyje, ma ogromny sens istnienia”. To w Sukurczach uczono dzieci: „Mów prawdę!”. Dlatego dzisiaj pani Zofia często unosi wskazujący palec w górę. I zaraz za palcem wędruje wzrok. Jakby nad jej głową miała pojawić się twarz Rotmistrza z karcącym wzrokiem czujnego ojca. Nie powie nic, co nie jest historycznie udokumentowane. Niepoznane.

Po dawnym majątku Sukurcze, w którym mała Zosia bawiła się beztrosko, nie został kamień na kamieniu. Nie roztkliwiała się nad podróżą do Polski. Zamknęła ten epizod jednym słowem: „gehenna… potworna, zanim znalazłam się u babci”. I po chwili dodała: „Jeździłam potem z walizeczką, bo ja już nie miałam miejsca do mieszkania, kiedy nie było Sukurcz”.

Nawet dziś żyje bardzo skromnie. Z tych opowieści o czasach przedwojnia malował się obraz szczęśliwej rodziny: kochającego ojca, dobrego sąsiada, społecznika, wymagającego gospodarza.

                Od kiedy pani Zofia dowiedziała się z dokumentów, że jej ojciec stracił życie na Rakowieckiej w Warszawie 25 maja o 21.30, co roku o tej porze staje przed gmachem więzienia z zapalonym zniczem, aby w tym miejscu modlić się za jego duszę. W miejscu, o którym mówi: „Ostatnie tchnienie mojego ojca”. Odebrano jej prawo do odwiedzania jego grobu. Do dziś nieznane jest miejsce pochówku Witolda Pileckiego.

Nie tak dawno, podczas procesu Cz. Łapińskiego, sędziego orzekającego wyrok śmierci Rotmistrza, pani Zofia dla sądzonego miała tylko litość. Nie osądzała. Nie pielęgnowała w sobie nienawiści. Ze spokojem w głosie stwierdziła: „Oskarżony żyje długo i plugawie, a mój ojciec żył krótko i pięknie”. Słowa pani Zofii spotkały się z gromkimi brawami.

Widać było wzruszenie malujące się na jej twarzy, kiedy podeszli do niej harcerze z warszawskiej drużyny imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego. Na ich widok wstała. I przez cały czas mówiła do nich na stojąco. Cieszyła się także, widząc rodziny z dziećmi. Powiedziała o nich: „Sztafeta pokoleń”. Z radością w głosie, bojąc się, że nie starczy już miejsca na ulicy, zapraszała wszystkich obecnych na wspólne czuwanie 25 maja o 21.30.

Przez lata próbowano odebrać Rotmistrzowi pamięć i honor. Wcześniej odebrano zdrowie i życie.

               Jeszcze wielu Polaków nie zna nazwiska Pilecki. Nie wie, że Witold bił się z zaangażowaniem w wojnie 1920 roku. Zgłosił się na ochotnika do Oświęcimia. Organizował struktury konspiracji także w obozie w Brzezince. Uciekł z obozu. Walczył z poświęceniem w powstaniu warszawskim. Pracował w polskim podziemiu, by ratować kraj przed nową okupacją, tym razem sowiecką. Pół roku trwały tortury w więzieniu na Rakowieckiej. Po ogłoszonym wyroku kary śmierci, miał powiedzieć do kuzynki, Eleonory Ostrowskiej:„Ja już żyć nie mogę. Mnie wykończono. Bo Oświęcim to była igraszka”.

Pani Zofia jest przekonana, że był człowiekiem posłanym do wypełnienia pewnej misji na ziemi. To by tłumaczyło jego promienną twarz, jakby wcale nie cierpiał, kiedy wracał z przesłuchań do celi. Rotmistrz Witold Pilecki, żegnając się z najbliższymi, zdawał sobie sprawę, jaki los spotka jego rodzinę. Dlatego prosił, aby czytając książkę Tomasza a Kempis O naśladowaniu Chrystusa, potrafili żyć nawet wtedy, gdy zostaną już tylko dziedzicami świeżego powietrza.

 

 

PS Trzy dni po spotkaniu złożyłam na ręce wójta gminy Wiązowna wniosek o nadanie nazwy ulicy znajdującej się na terenie gminy imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Czy ktoś z młodych znajdzie w sobie dość przekonania, aby złożyć podobny wniosek w miejscu, gdzie przyszło mu żyć?

 

Małgorzata Kupiszewska

 

 

 

 

Witold Pilecki– dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Wbrew stanowisku przełożonych m.in. generała Fieldorfa Pilecki dał się ująć w łapance na Żoliborzu i w ten sposób dobrowolnie znalazł się w Oświęcimiu. Organizował struktury konspiracji obozowej pod nazwą Związek Organizacji Wojskowej najpierw w Auschwitz, a potem także w obozie w Brzezince. Organizował ucieczki i tą drogą przekazywał do dowództwa Armii Krajowej raporty o dokonującym się ludobójstwie – najpierw na Polakach, a następnie orozpoczętej eksterminacji Żydów. Zagrożony dekonspiracją, uciekł z obozu. Walczył z poświęceniem w powstaniu warszawskim. Reduta Pileckiego prowadziła walkę przez pełne 63 dni zrywu. Następnie walczył w II Korpusie Polskim we Włoszech. Dostał się do niewoli. Po wojnie powrócił z obozu jenieckiego w Murnau, aby tworzyć struktury podziemnej organizacji NIE. W 1947 roku został aresztowany przez władze komunistyczne. 25 maja 1948 roku zabito go strzałem w tył głowy.

 

Bogusław Homicki

Zofia Pilecka-Optułowicz
Ciacha!