ul. Parkingowa 18a
05-462 Wiązowna
022 780 41 96
umikulskich@gmail.com
FB

 

Na scenę posypały się fioletowe kwiaty…

 

Moja mama nie kryła łez, dziękując mi za spotkanie 

z Bogusławem Kaczyńskim. A ja do końca życia nie zapomnę chwili, kiedy razem z nim, wspartym o moje ramię, szłam do wyjścia wśród klaszczących gości żegnających go na stojąco. Słyszałam, jak pan Bogusław dziękuje za spotkanie każdemu z osobna. Czułam gorącą życzliwość, jaka emanowała z obydwu stron. Żeby go usłyszeć, zobaczyć, poznać osobiście zjechali się do Zajazdu u Mikulskich  goście zewsząd, nawet z Kolonii. Na wieść o tym, że będę go widzieć i  rozmawiać z nim, proszono o pozdrawienie. W imieniu Polonii z Chicago, Nowego Jorku, Kalifornii, San Diego, Kanady, Australii, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Szwecji, podarowałam mu kosz białych storczyków (pracę Sylwii Cichockiej z Otwocka). „Dzikie orchidee”, jego literacki bestseller, rozszedł się przecież w nakładzie 360 tys. egzemplarzy. 

Umówiłam się telefonicznie z panem Bogusławem Kaczyńskim, że zadam mu 10 pytań. Gość na moje pierwsze pytanie: „W jakiej stolicy europejskiej nie był?”, (choć przecież objechał cały świat) - po długim namyśle odpowiedział, że był w każdej. Uprzedzony wcześniej znał odpowiedź na następne pytanie.  Z żartobliwym błyskiem w oczach 

i przekorą  odparł, że do kosza na śmieci nie wyrzuciłby nigdy wspomnień. Zamarłam. Nie tak było w scenariuszu. Widząc moje zakłopotanie dodał po chwili, że na pewno też chleba. Zapamiętał rodzinną historię o biedzie zaznanej w Rosji i tęsknocie za jego zapachem. Z domu wyniósł szacunek dla starszych. Nie znalazłam, przygotowując się do spotkania, informacji o jego przymusowej diecie. I chociaż specjalnie na tę okazję moja mama usmażyła pączki, tego wieczoru odmówił. Wiedziałam, że mój gość ma w domu dwu i pół tysięczny zbiór maskotek słoni z trąbami do góry na szczęście. Ciekawiło mnie czy poznał smak zazdrości i porażek. Odpowiedział, że poznaje jeszcze dziś. Może dlatego pan Kaczyński, uhonorowany przez dzieci Orderem Kawalera Uśmiechu, potwierdził, że jest mu bliskie credo śpiewaczki Ewy Bandrowskiej- Turskiej: „Śmiać się do wszystkich, ze wszystkiego, m i m o wszystko.”

Im dłużej rozmawialiśmy, siedząc przy wspólnym stole, tym bardziej czułam jego życzliwość i otwartość. Jawił się przede mną człowiek bardzo wrażliwy. Przestawałam  bać się siebie w nowej roli. Śmiało zadałam następne pytanie: „Władze przez 13 lat od zakończenia wojny zabraniały wjazdu do Polski Janowi Kiepurze. Chciano wymazać  jego istnienie ze świadomości Polaków. Napisał Pan o nim książkę. Poznał go Pan osobiście?” Nie poznał, ale odwiedził wszystkie miejsca na świecie, w których śpiewał „cudowny chłopak z Sosnowca”. Na Florydzie był gościem w domu jego brata. Kilkakrotnie rozmawiał z żoną tenora. Monodram o Janie Kiepurze i Marcie Eggherth wystawiał na całym świecie. Dał prawie 1300 przedstawień. Zrozumiałam, że obaj przeszli podobną drogę. Trzyletni Boguś dał koncert w Scali na głębokiej prowincji. Dorosły już Bogusław w czasach młodości autostopem wyjechał na zachód. Żeby kupić wejściówkę do mediolańskiej opery i wiele godzin stać niewygodnie na górnym balkonie zwanym „jaskółką”, odmówił sobie przede wszystkim jedzenia. Kilka lat później   dyrektor La Scali  prosił go, by zasiadł w królewskiej loży. 

Wyznaczony czas minął błyskawicznie. Mój gość został na scenie sam. Opowiadał o balach noworocznych, wiedeńskich karnawałach, walcach Johana Straussa. W którymś momencie podjął rozmowę ze mną. Siedząc wśród widowni zadałam mu jeszcze kilka pytań. m.in. o przyjaźń z wybitną śpiewaczką Adą Sari, choć dzieliła ich blisko 60 – letnia różnica wieku. Natychmiast się uśmiechnął. Wspominał jak z zapartym tchem wysłuchiwał jej historii o ludziach, wydarzeniach i miejscach. Dla studenta powojennej Polski były to jak opowieści z tysiąca i jednej nocy. Ada Sari mogła się zaś w jego oczach przeglądać jak w kryształowych lustrach pałacu, w jakim  mieszkała w czasach świetności, gdy świat leżał u jej stóp. Jako gospodyni wieczoru podziękowałam mu za obecność wśród nas. Powiedziałam, że podziwiam go za rzadką umiejętność. Cokolwiek robi, robi z wielką pasją. Stojąc przed publicznością ze wzruszeniem patrzył  jak jeden za drugim wskakiwały na scenę rzucane przez gości fioletowe bukieciki. Nie chciałam, by stał samotnie. Podeszłam z wyciągniętą ręką. W odpowiedzi przytulił mnie serdecznie. A potem z przejęciem głaskał duży pęk kwiatów zebranych przeze mnie ze sceny. 

Siedząc już później przy stole, na którym leżały jego książki, przyjmował gratulacje od zebranych gości. Tego roku obchodzi okrągły jubileusz urodzin i choć odmówił hucznych obchodów,  nam pozwolił odśpiewać sobie : „Sto lat”. Wielu chciało mu osobiście podziękować 

za emocje, jakich im dostarczył, kiedy pokazywał już prawie sprawną rękę po przebytym wylewie. Wśród dziękujących były Ewa Jarzymowska Kaludowa i Beata Kaludow oraz Andrzej Sajdak, ich akompaniator. To oni stworzyli atmosferę.  Wprowadzili gości w muzyczny świat „Nad pięknym, modrym Dunajem” zanim Mistrz Mowy Polskiej rozpoczął swoje opowieści. Pan Bogusław Kaczyński podarował mi album o Teatrze Roma . Ode mnie przyjął tomik miniatur „Półtorej sekundy. Półtorej minuty” z wpisaną myślą A. de Saint Exupery:

„Im więcej dajesz, tym większym się stajesz. 

Ale potrzebny jest ktoś, aby przyjmować. 

Bo dawać to nie znaczy tracić”. 

Pan Bogusław przyjechał na moje zaproszenie  również po to, aby swoją obecnością nieść pomoc dla Hospicjum „Promyczek” w Otwocku.

Bogusław Kaczyński
Ciacha!